Wielki sukces książki Krzysztofa Ibisza! Widać, że jak pisze się z pasji, czytelnicy to doceniają.
- "Oby tak dalej, a będziemy wszyscy zdrowi, szczęśliwi i wysportowani" - ogłosił prezenter na swojej stronie internetowej, informując, że jego wydany we wrześniu poradnik "Jak dobrze wyglądać po 40" sprzedaje się doskonale.
To, że znany prezenter telewizyjny napisał taki poradnik, nie jest przypadkiem. Jak przyznaje, wiedzę o tym, ja radzić sobie w życiu, wziął głównie z wydawanych w Polsce pod koniec lat 80, poradników amerykańskich. To z nich dowiedział się, jak być szczęśliwym, jak osiągnać sukces, jak zmienić swój świat na lepsze. Zaznaczał w nich całe fragmenty, a później wcielał w życie. Na przekór polskiej niechęci do pozytywnego myślenia stosował zasady obowiązujące za oceanem: zawsze uśmiech, optymizm, upór, konsekwencja oraz praca, praca, jeszcze raz praca. Po niemal dwudziestu latach obecności w rodzinnym show- biznesie można spokojnie stwierdzić, że Ibisz zrealizował sen amerykańskich specjalistów od coachingu w polskich warunkach.
Jak pokochać siebie.
Bardzo amerykańska jest na pewno jego troska o własne ciało. Jak pisze w książce, zaczął intensywniej dbać o siebie, kiedy w wieku 40 lat stwierdził, że "przestał się sobie podobać". Stąd codzienne ćwiczenia. Ibisz zresztą ma ulubioną siłownie w prawie każdym mieście w Polsce. Zagląda tam, kiedy jest w trasie. Ponadto nie pije, nie pali, jada chleb z ziarnami, batony fitness, pije wodę mineralną.

Komentarze są różne. Jedni mówią o nim: narcyz. Inni, że przechodzi kryzys wieku średniego. Jeszcze inni dodają: nie potrafi sie godnie starzeć.
- Co to znaczy "godnie się starzeć"? - pyta retorycznie Ibisz.
- Mam się położyć i czekać? No co?
W książce " Jak dobrze wyglądać po 40" Ibisz prezentuje swoje wyrzeźbione w siłowni ciało bez koszulki przy wyciągach, z drążkiem w dłoni.
- Nie kierowała panem miłośc własna, gdy pozował pan do tych zdjęć? - pytamy.
- Trudno pokazać układ pracy mięśni w koszulce - odpowiada Ibisz którego książka w Empiku stoi na półce w dziale Kulturystyka obok dzieła Arnolda Schwarzeneggera "Arnold", Edukacja kulturysty".
Kilka miesięcy temu jeden z tabloidów doniósł, że Krzysztof Ibisz poddał się operacjom plastycznym. Dowodem na to miały być ciemne okulary, które nosił przez parę tygodni.
- Dziwią mnie spekulacje na ten temat, bo ja sam nigdy nie żyłem życiem innych. Co to kogo obchodzi? Ale żeby uciąć to raz na zawsze niczego sobie nie odessałem ani tym bardziej nie dałem niczego wyciąć. Mam 45 lat i wyglądam trochę lepiej niż średnia krajowa i to jest w Polsce podejrzane, więc trzeba mi dokleić łatkę.
Prezenter ma świadomośc, że jego troska o wygląd jest czasem złośliwie komentowana.
- Krążą o mnie legendy, że co rano wklepuje sobie maseczkę na twarz. A ja używam polskiego kremu za 20 zł. Mówi się też, że mam szafę garniturów, a ostatnio kupiłem sobie tylko sweter, bo zamiast myśleć, jak wyglądam, wolę spędzić czas z rodziną czy iść na trening - przekonuje.
Jednak nie wszyscy widzą w tym tylko narcyzm. Małgorzata Domagalik, redaktor naczelna "Pani":
- Uważam, że to poniżej dziennikarskiej godności, żeby zajmować się tym, czy Ibisz zrobił sobie policzek, czy podbródek. Jeśli w ogóle, to wolę oglądać Krzyśka niż jakiegoś niezbadanego spaślaka. Ibisz chce się podobać widzom i co w tym złego? W Niemczech ludziom telewizji sekunduje się, kiedy podejmują wysiłek, by pozostać atrakcyjnymi. W Polsce natomiast czerpiemy trudną do zrozumienia radość z wyszydzania ich.
Czy Ibisza niepokoi upływ czasu?
- Słyszę czasem, że jestem już bardzo długo w telewizji. Ale co to znaczy długo? W Niemczech prowadzący program rozrywkowy "Wetten, dass...?" ma już 60 lat, ale nikt mu wieku nie wypomina. Podobnie Jay Leno w USA. U nas tacy ludzi byliby pewnie na emeryturze. Ale nie da się zostać dobrym prowadzącym w rok czy dwa lata. Nie można mieć do mnie pretensji, że się rozwijam, uczę, duzo pracuję i zdobywam doświadczenie. Żyję pracą, kocham to. Uwielbiam długie transmisje, takie jak koncert sylwestrowy, jestem nadenergetyczny, spełniam się w tym.
Czar yuppie
Ibisz - zapewne zgodnie z przeczytanymi niegdyś w amerykańskich podręcznikach radami - rzeczywiście żyje pracą. W dodatku od początku kariery, czyli od 1993 roku, jest zawsze po amerykańsku uśmiechnięty, zadowolony i dobrze ubrany. Uosabnia sukces.
Jak zostaje się człowiekiem skucesu?
- Konieczna jest iskra boża. Niezbędny są upur, detreminacja i wciąż świeże pomysły. Trzeba walczyć o to, by być dobrym w każdym programie i być gotowym na poświęcenie niemal wszystkiego, nawet sporej części życia prywatnego - mówi.
Pracy poświęca niemal cały swój czas, do każdego programu, wywiadu, prowadzonej imprezy zawsze się przygotowuje. W jego kalendarzu trudno znaleść wolny termin na wiele tygodni do przodu. Kiedy, tak jek teraz, nie prowadzi programu w telewizji, wydaje książkę. Kiedy ją promuje, przygotowuje kolejny program. Teraz internetowy teleturniej "Gra z Ibiszem", który ruszy w styczniu.
- Szykuję też nową rzecz dla telewizji - zdradza, ale nie chce jeszcze mówić o szczegółach.
Co ciekawe, prezenter wcale nie planował kariery telewizyjnej. Studiował w Łodzi aktorstwo, chciał byc reżyserem. Po studiach dostał angaż w warszawskim teatrze Studio, zagrał też w kilku filmach. Szukał pomysłu na siebie. Chciał studiować zarządzanie, założył agencję reklamową, trafił nawet do polityki. Został posłem na Sejm pierwszej kadencji z ramienia Polskiej Partii Przyjaciól Piwa.
- Nie byłem papierowym posłem. Pracowałem w komisji kultury, poznałem takie legendy, jak Kuroń, Michnik, Geremek - zapewnia.
Ale polityka nie stała się jego żywiołem, trafił do telewizji.
- Bożenia Walter wymyśliła program "Klub yuppes". Miałem zajmować sie wymyślaniem pytań do quizów. Kiedy okazało się, że nie ma prowadzącego, pani Bożena Walter kazała mi popytać wśród kolegów aktorów w teatrze Studio. Ale dla nich prowadzenie programów było obciachem. Wtedy pani Bożena powiedziała:
- Ty spróbuj!
I tak się zaczęło - wspomina Ibisz.
Potem był program dla młodzieży "5-10-15". Aż wreszcie zaproponowano mu prowadzenie teleturnieju " Czar par". To on przyniósł mu popularność, potem Wiktory i zwycięstwa w rankingach na najpopularniejsze postacie telewizyjne.
Kiedy w 1998 roku brał ślub ze swoją pierwszą żoną, Anną Zejdler, TVN przerwał program, żeby nadać bezpośrednią transmisję z uroczystości kościelnej.
- Gdybym wiedział, nigdy bym się na to nie zgodził - mówi dzisiaj.
- Powiedzieli mi, że chcą nakręcić tylko kilka ujęć, a okazało się, że poszło na żywo. Przecież to intymna sytuacja, w której wolałbym zachować odrobinę prywatności - twierdzi, choć i o jego późniejszych perturbacjach małżeńskich głośno było w mediach.
Prezenter doskonały
Zawsze i wszędzie był uśmiechnięty, przebojowy, profesjonalny. Nie wszystkim ten styl się podobał.
- Gdy chodziłem po korytarzach TVP, uśmiechałem się do ludzi, którzy mieli skwaszona minę. Pytali, co ze mną nie tak, bo to nie jest normą, że gośc jestt wesoły. Powinien być smutny. W Polsce liczy się ten, kto jest smutny, napiety, ponury, bo na pewno ma coś ważnego w głowie. Osoba optymistyczna to u nas dziwadło - przekonuje.
Nie wszyscy byli jednak pewni, czy za optymizmem Ibisza kryje się jakaś głebasz myśl. "Gazeta Wyborcza" w 1996 roku pisała: "Brakuje w polskiej telewizji inteligentnych, bezpretensjonalnych, przyciągających uwage, ale znających swoje miejsce prowadzących. Zamiast tego mamy wypranych z emocji, wygarniturowanych młodych starców, sztucznie uśmiechniętych, przymilnych i bezkonfliktowych. Prym wsród nich wiedzie Krzysztof Ibisz, człowiek bez indywidualności, którego styl telewizyjny jest jak disco polo - tyleż popularny, co tandetny".
Podobne komentarze na temat Ibisza można znaleść również dzisiaj, choćby na portalu Pudelek.pl: " W telewizji Krzysio Ibisz ogranicza swoją mimikę do minimum. Na wyprostowanej twarzy pojawiła się jedynie sztucznie przymilny uśmiech".
Podobny stosunek do Ibisza moją użytkownicy Facebooka. Powstała tam strona ogłaszająca obchody permanantnych 18. urodzin prezentera. Bo części społeczeństwa kojarzy się z najbardziej przaśną, kiczowatą i pozbawioną jakości rozrywką telewizyjną.
Prezenter krytyką się nie przejmuje:
- Każdy może się sprawdzić w telewizji. Proszę bardzo: zaproponuj siebie, złóż projekt. Ja do Polsatu trafiłem z castingu, po tym jak skończył mi sie kontrakt z TVN. Ostrzegałbym przed mówieniem narodowi, że ma zły gust i że to, co lubi większość, jest niefajne, bo to powiedzieć facetowi na stacji benzynowej w Koninie.
Zatem psy szczekają, a Ibisz...
Ostatnio zagrał w wyreżyserowanym przez Emiliana Kamińskiego spektaklu "I tak Cię kocham".
- Krzysztof jest perfekcjonistą. Nawet po latach nieobecności na scenie wykazuje się takim warsztatem aktorskim, jaki prezentują jego koledzy stale grający w teatrze - mówi Kamiński.
Prezentowany prze Ibisza dyżurny optymizm w stylu amerykańskim docenia również Małgorzata Domagalik:
- Nikt nikomu, także jemu, dla przyjemności nie daje do robienia programów. To rządzi rynkiem. Liczy się oglądalnośc. Jeśli widzowie chcą go oglądać, to ma program. A on jest świetnie wychowany,, nie jest sfrustrowany, robi to profesjonalnie, zawsze się usmiecha i publika go za to kocha.
Katzarzyna Cichopek, która prowadziła z Ibiszem "Jak oni śpiewają", dopowiada:
- Polska to kraj, w którym trzeba się przyczepić do ludzi, którym trzeba się przyczepić do ludzi, którzy są profesjonalistami i wykonują świetnie swoją pracę. Słyszałam wiele krzywdzących opini na temat Krzysztofa od ludzi, którzy mu nie dorównują. On zawsze jest przygotowany, zna tekst, nigdy się nie spóźni, nigdy nie jest "wczorajszy".
W lutym zobaczymy Ibisza w komedii "Wojna żeńsko- męska". Rolę wybrał chyba dobrze: gra prezentera doskonałego, którego stworzono za pomocą klonowania przez połączenie dwóch wielkich osobowości telewizyjnych.
Prezenter telewizyjny i aktor, właściciel firmy producenckiej, poseł na Sejm I kadencji, autor poradnika "Jak dobrze wyglądać po 40".
Osoba, która poza olbrzymim doświadczeniem oraz wielką popularnością posiada to coś z czym trzeba się urodzić - charyzmę i niezwykle pogodne nastawienie do świata.