Hurra! Krzysztof Ibisz może spać spokojnie. Co prawda jego marzenie o hollywoodzkiej karierze raczej się nie spełni, ale jego aktorski talent na pewno się nie zmarnuje. Wystąpi w polskiej produkcji "Wojna żeńsko-męska", gdzie poprowadzi teleturniej "Whoj is Whoj" u boku Soni Bohosiewicz.
Na pewno Krzysiek bardzo przeżył, że nie wystąpi z samym Alem Pacino w filmie "Son of no one". Jednak może otrzeć łzy bo docenili go polscy reżyserzy. Dostał niedużą rolę w "Wojnie żeńsko-męskiej".
- Cały film jest megaśmieszną komedią. Kiedy przeczytałem scenariusz, od razu zgodziłem się w nim zagrać - zdradza w rozmowie z "Super Expressem" Ibisz.
- Film jest swego rodzaju satyrą na polski show-biznes -dodaje.
Rola, w jaką wciela się Krzysztof, jest bliska jego codziennym zajęciom.
- Nie chciałbym zdradzać za dużo szczegółów. Mogę powiedzieć tylko, że wcielam się w postać prowadzącego talk-show, który jest satyrą tego świata. W tych samych scenach pojawia się Sonia Bohosiewicz, która jest współprowadzącą show. W programie występują też zwykli ludzie. To już drugi film, w którym wcielam się w postać prowadzącego show - cieszy się, wspominając rolę w "Job, czyli ostatnia szara komórka".
Krzysztof już skończył zdjęcia, lecz wciąż jest pod wrażeniem współpracy z Sonią.

- Muszę przyznać, że Sonia to wspaniała i utalentowana dziewczyna. Naprawdę świetnie się z nią pracuje -podkreśla.
Prezenter telewizyjny i aktor, właściciel firmy producenckiej, poseł na Sejm I kadencji, autor poradnika "Jak dobrze wyglądać po 40".
Osoba, która poza olbrzymim doświadczeniem oraz wielką popularnością posiada to coś z czym trzeba się urodzić - charyzmę i niezwykle pogodne nastawienie do świata.