ANGORA - 03.10.10r. - KOGO KOCHA IBISZ

ANGORA - 03.10.10r. - KOGO KOCHA IBISZ

18 września warszawka pobiegła do prywatnego Teatru "Kamienica"Emiliana Kamińskiego, aby na własne oczy zobaczyć Krzysztofa Ibisza w komedii "I tak Cię kocham". Powrót na scenę (po 18 latach) jednego z najpopularniejszych prezenterów telewizyjno- estradowo- festiwalowych odnotowano prawie wszędzie. 

Krzysztof Ibisz ostatni raz wystąpił w teatrze w spektaklu "Kartoteka" u boku Tadeusza Łomnickiego, jednego z najwybitniejszych polskich aktorów. Grał dziennikarza. Pracował pod kierunkiem Jerzego Grzegorzewskiego, Macieja Prusa, Adama Hanuszkiewicza. Wchłonięty przez show- biznes, zrezygnował z aktorstwa. Teraz znów jest komediantem, i to w bulwarowej sztuce, która ma bawic do łez i wymaga zamaszystego, ale finezyjnego aktorstwa charakterystycznego. Z kolegami i reżyserem pracował trzy miesiące po 8 godzin dziennie, a przed kamera nawet po 14 godzin. Z jakimi efektami?

Okazało się, że w komedii muzycznej, mimo iż nie jest aktorem śpiewającym, czuje się swobodnie i wcale nie ustępuje bardziej doświadczonym kolegom. Ma świadomość, że ten gatunek jest bodajże najtrudniejszy, jest w nim cieńka linia, sprawiająca że aktor może się zapomnieć i przerysować środki wyrazu. Ale reżyser Emilian Kamiński pilnował swoich aktorów, by podawany przez nich dowcip był subtelny i teatralny, a nie kabaretowy. Wiedział, że najtrudniej jest rozbawić widzów. A ci na premierowym spektalku (sporo osób z branży) bawili się dobrze. Ibisz (na zmianę z wszechstronnie utalentowanym Jakubem Przebindowskim w roli Wiktora) jest inny od pozostałych postaci, bo swojej nie przerysowuje tak jak, Katarzyna Skrzynecka czy Julia Kożuszek. Dzięki temu jego Wiktor jest prawdziwy i trzyma temperaturę emocji, których w tej komedii jest co niemiara. Ma do tego wspaniałą aparycję amanta, jakich nie wielu na polskich scenach.

Jedynego sprawiedliwego w tym zwariowanym towarzystwie faceta gra lekko, naturalnie, z dozą potrzebnego dowcipu i autoironii. Jego postać jest energetyczna, ma w sobie wielkie emocje, szybko się denerwuje, ale to wszystko przez miłość.

Po zejściu ze sceny zadałem aktorowi kilka pytań.

 

POCZUŁEM MAGIĘ TEATRU

Całkowicie poddałeś się wskazówkom reżyserskim Emiliana Kamińskiego?

- Emilian potrafi zagrać każdą z tych postaci, bez względu na płeć. Zna tekst sztuki na pamięć, a w głowie ma ułożony cały spektakl, wypunktowane wszystkie emocje, wszystkie zwroty akcji. Bacznie pilnuje, żeby to wszystko było przez aktorów zaznaczone, łącznie z temperatura naszej gry.

Czy przez te dwie godziny czułeś, że jesteś aktorem?

- Czułem to jeszcze przed premierą, bo zagraliśmy dwa niebiletowane spektakle. Próbe generalną też zagraliśmy przy pełnej widowni. Mam wielką frajdę z tego powrotu, bo poczułem magię teatru, interakcje z publicznością.

Zamierzasz zostać aktorem na dłużej?

- Mógłbym zaplanować jedną premierę teatralną w roku, ale nie więcej. Nie zapominam, że na scenę wróciłem po długiej przerwie i nie wiem, czy otrzymam kolejne propozycje. Ale cieszę się, że mogłem wrócić do tych emocji i pokazać się zupełnie z innej strony.

 Co na to Twoja macierzysta stacja telewizyjna Polsat?

- Długo rozmawiałem z dyrektor Niną Terentiew. Powiedziała, że to fantastyczny pomysł, że mam okazję wrócić do korzeni i że to doświadczenie może mi się przydać w codziennej pracy telewizyjnej.

Co powiedziała po premierze?

- Gratulowała mi serdecznie roli, mówiła, że podoba się jej stworzona przeze mnie postać. Pani dyrektor jest moim telewizyjnym guru.

Z czyją opinią liczysz się szczególnie?

- Emiliana Kamińskiego, z którym emocjonalnie i odpowiedzialnie podchodzimy do każdego zadania. Liczę się też z opiniami najbliższych i oczywiście publicznośći. Uważnie czytam recenzje.

 


Kim jest Krzysztof?

Prezenter telewizyjny i aktor, właściciel firmy producenckiej, poseł na Sejm I kadencji, autor poradnika "Jak dobrze wyglądać po 40".

Osoba, która poza olbrzymim doświadczeniem oraz wielką popularnością posiada to coś z czym trzeba się urodzić - charyzmę i niezwykle pogodne nastawienie do świata.